czwartek, 11 lutego 2010

Tu Cię mam... ~Kwiaty Wiśni, Egzorcyzmy, Wizja~

Dom Pani Margot jest położony kilka mil od miasta. We wsi, do której prowadzi biała kręta droga. Wokół domu rozlega się piękny ogród z drzewami owocowymi, z których najpiękniejsza była wiśnia. Po środku było małe gospodarstwo, stajenka i prześliczny mały biały domek. Dom składał się z wielu izb. Z pokoju kuchennego, kilku sypialni, wielkiego salonu, był też pokój gościnny. Pani Margoth siedziała na sofie ,popijając herbatę. W rogu stał trójkątny stolik ozdobiony grubą, czerwoną aksamitną poduszką na szpilki. Nad stolikiem wisiało lustro, a po środku znajdowało się drugie osłonięte śnieżno białą zasłoną. Po środku podłogi znajdowała się okrągła pleciona mata ze sznurka. Surowość biało-wapiennych ścian przeważała, w domu panowała przeraźliwa czystość. To wszystko było ponure, ale gdy wschodziło słońce to jak by zmieniało barwy, kształt. Promienie słońca ożywiały rzeczy martwe i puste. A piękność kwitnących wiśni i jabłoni oraz zapachu żonkili o słoneczno żółtym kolorze pobudziłaby do życia każdego.
- Czy to niedziwne? - zapytała Margoth patrząc beznamiętnie na Sakurazukę. Mag siedział z nogą założona na nogę popijając herbatę zaserwowana przez służkę. - To jakiś cud, że na Ciebie trafiłam.
- Czy mogłaby mi Pani powiedzieć w jakiej sprawie mnie tu zaproszono? - użył bezpłciowej formy nie chcąc zdradzić swej tożsamości.
- Sądząc po ubiorze, pochodzisz ze wschodu. - Sakurazuka skinął delikatnie głową - Widzisz, miesiąc temu, mój mąż wrócił z podróży z ów Krain. - Sakurazuka z zainteresowaniem zaczął słuchać historii kobiety. - Przywiózł wiele wspaniałych rzeczy. - spojrzała za okno. - Te wiśnie w ogrodzie.. Lecz wśród zdobyczy było też coś co.. - kobieta załkała. Sakurazuka czekał, aż kobieta się uspokoi i zacznie mówić.
- Przywiózł to przeklęte.. - z trudem mówiła przez łzy - mięso.. - Sakurazuka słuchał z coraz większym zaciekawieniem. - Ani ja, ani nasza córeczka, nie chciałyśmy jeść nieznanej żywności, mąż jednak nalegał i sam zjadł jako pierwszy, po czym.. - kobieta zaczęła szlochać.
- Czy wie Pani co to było za mięso? - Kobieta otarła łzy, lecz nie podniosła głowy nie chcąc pokazywać swojej zapłakanej twarzy.
- Ryba, to chyba była ryba..
- Ningyo (人魚) - wyszeptał cicho sam do siebie. - Gdzie jest teraz pani mąż?
- Od miesiąca leży w swoim pokoju, nieruchomo, jak..
- Który to pokój? - przerwał jej chcąc uniknąć kolejnych łez.
- Ja pokażę gdzie.. - w pokoju nagle pojawiła się Carmilla. Pani Margoth i Gość spojrzeli na nią oboje.

Przekraczając próg pokoju na piętrze, na pierwszym planie po prawej stronie widzi się duże, obszerne łóżko, na którym leżał mężczyzna. Stolik kreślarski umieszczony po prawej stronie pokoju, zapełniony jest różnego rodzaju farbami pędzlami oraz szkicownikami. Biurko zawsze pilnie przygotowane do nauki stało pod oknem. Na jego blacie znajduje się kosz kredek, kilka pamiątek przywiezionych z podróży: ogromna muszla znad morza, drogo zdobiony sztylet czy też figurka jakiegoś...
- Myślisz, że pomożesz Tacie? - zapytała dziewczynka.
- Zrobię co w mojej mocy. - Mag pogłaskał ja po głowie ,obdarowując ja uśmiechem.
Szafa była otwarta, wisiało w niej kilka marynarskich mundurów i fraków. Z sufitu zwisał żyrandol stanowiący ozdobę pokoju ,był strasznie fikuśny i wywinięty w różne strony. Parapet zapełniony był kolekcją drewnianych figurek, których kształt przysłaniały jedwabne zasłony odcinające dostęp światła to pomieszczenia. Na drzwiach wisiało duże koło sterowe. Szafeczka nocna koło łóżka stanowiła jedyne miejsce w pokoju, na którym panował bałagan. Porozrzucane książki, kubek i...
- To na pewno Ningyo - rzekł sam do siebie, patrząc na kilka pobłyskujących łusek leżących na blacie.
Mag wyjął z rękawa kilka równych kawałków papieru. Usiadł na środku pokoju ,zamknął oczy i pogrążył się w medytacji. W tym samym czasie w pojawiła się Pani Margoth, zabrała córkę, a drzwi do pokoju zamknęły się po cichu.
Mag siedział na skrzyżowanych nogach pogrążony w głębokim skupieniu. Po chwili przed jego twarz uniosły się cztery kawałki papieru, na których zaczęły pojawiać dziwne znaki. Kawałki zatrzepotały. Mag otworzył oczy na co te uleciały przyklejając się u sufitu, każdy w innym koncie pokoju. Oczy maga były jakby nie obecne, skupione na czymś. Wyciągnął dłonie przed siebie. Po chwili uformowała się w nich bryła w kształcie sześcianu o kolorze różanym jak płatki wiśni, które dryfowały na zewnątrz muskane wiatrem. Bariera urosła do rozmiarów pokoju, broniąc dostępu do pokoju, który teraz stał się miejscem rytuału. Sakurazuka złożył ręce uprzednio umieszczając miedzy palce wskazujące kolejny prostokątny kawałek papieru. Zamknął oczy i pogrążył się w głębokim skupieniu. Na skrawku zaczęły malować się symbole.
Nagle inkantacje przerwał mu dźwięk przypominający flet. Mag otworzył oczy i ujrzał unoszącą się mglista postać czegoś co było skrzyżowaniem małpy i karpia.. Bez wahania mag ponownie począł inkantacje, lecz bez skutku. Mglista postać ruszyła w stronę maga. Pod szata Sakurazuki coś zaszurało. Zza kołnierza wysunął się Kanko i ruszył w stronę zjawy, przelatując przez nią i zatrzymując się na ścianie padł na podłogę ogłuszony. Mag wyciągnął dłoń w stronę demona trafiając kawałkiem papieru w jego czoło. Ogłuszający pisk zjawy był paraliżujący. Mag złapał się za głowę zatykając uszy, po czym padł na podłogę.


Zapach wiśni unosił się w powietrzu. Przez otwarte okno do pokoju wdarł się jeden płatek i przysiadł na nosie maga.
- Jaki dziwny sen? - wymamrotał otwierając oczy. - Smoki.. szkielety.. ale co tam robiły płatki wiśni.. ajć.. - załkał próbując wstać. - I ten ból głowy. Czy ja znowu piłem?
Drzwi do pokoju otworzyły się. Stanęli w nich Pani Margoth i ku zdziwieniu maga jej maż.
- Nie wiem jak Ci się odwdzięczymy. - rzekła uradowana żona.
- Czy jest coś co moglibyśmy ofiarować Ci za pomoc? - zapytał mąż, ubrany w jeden z fraków. Sakurazuka pomyślał chwile i przypomniał sobie błyskotkę z pokoju Pana domu. Jego oczy również zaświeciły..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz