Kiedy karczmarz podał Maeve szarą breję, która najwyraźniej miała być jej śniadaniem, ta spojrzała ze zgrozą na Martina.
- Jeśli myślisz, że spróbuję tego pierwszy to najwyraźniej tracisz rozum. - ptak się oburzył i wsadził dziób do swojego kubka z herbatą najwyraźniej nie dbając o to, że Maeve nie rzuciła jeszcze zaklęcia iluzji. W końcu gadanie z ptakiem w tawernie nie jest zbyt popularnym sposobem spędzania czasu. Zrezygnowana, Maeve wzięła widelec i zaczęła dziobać breję na mniejsze kawałki by szybciej przeleciały przez gardło.
Napiwszy się herbaty Martin spoglądał na owego przybysza, który bardziej stoczył się niż zszedł z piętra.
- Zastanawiające...
- To czy ta jajecznica widziała lepsze czasy...? Owszem...
- Nieee, ten człowiek. Najwyraźniej pochodzi z krainy na Wschodzie za Morzem Świetlistego Węża. Ten kraj rzadko kontaktuje się z królestwami w tej części świata, a co dopiero żeby jacyś uzdolnieni wyruszali tu na podróże...
- Jak to dobrze, że mam ciebie moja mała podręczna encyklopedio wiedzy o świecie... Z drugiej strony może po prostu robi jakiś rekonesans. - Maeve sięgnęła po kubek kawy, żeby zabić niesmak po breji. Martin znów spojrzał wymownie na swoją towarzyszkę.
- Moja wiedza jednak jest nie wystarczająca do tego by stwierdzić jakto sie stało, że zostałaś wybrana Najwyższą Kapłanką...
- Z woli Świętego Czarnego Smoka...
- ..oprócz tego właśnie powodu. Może zamiast twoich zaklęć zaczniesz używać sarkazmu jako narzędzia do egzorcyzmów. Zapewne działałby skuteczniej...
-Bardzo zabawne, kruku. Czy ten osobnik na prawdę myśli, że ja nie zauważam, że na mnie zerka...?
- Kto wie. Tak tak, Czarny Smok na pewno. - odparł zanim mu przerwała. - Jeśli wie to może nam powie co dalej masz zrobić? Podejść i rozpocząc konwersacje o pogodzie? Polecić mu okoliczne świątynie do zwiedzania? - Maeve, zmieszana, odłożyła widelec na talerz.
- W sumie to nie wiem... Może poczekajmy jeszcze trochę aż on coś zrobi.
Kruk jedynie wydał westchnienie.
- Na prawdę, zerka jakbyś nosiła hełm z czaszek jego pobratymców... - Maeve wzruszyła ramionami i wyciągnęła z płaszcza papierosy. Zaletą bycia jakimkolwiek uzdolnionym jest to, że nigdy nie musisz się męczyć z odpaleniem czegokolwiek. Maeve głeboko się zaciągnęła i oparła o ścianę za nią.
- Cóż... poczekamy, zobaczymy... - zapatrzyła się w przestrzeń przed sobą. Kruk się skulił na stole.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz