Noc.. Do miasta portowego Stormside ,jednego z wiekrzych miast na srodkowym kontynencie dobija okręt towarowy z dobrami z dalekiego wschodu.. Wszystko było by normalne ,gdyby nie to ,że nieświadomie pewien gapowicz również staję się towarem..
Ja od wina nasiąkam ,jak od wody gąbka
Bo wino to moja druga krew
Butelka jest dla mnie ,jak dla trębacza trąbka
A każdy łyk to jakby zew
Owa pieśń naszego gapowicza zwabiła kilku majtków rozładowujących okręt..
- Co to za hałasy?! - krzyknął jeden z nich ,niski ,gruby o okrągłej twarzy z nosem zadartym ku górze ,majtek przypominał wieprza - kto tu tan do licha jest??! Wyłaź z ukrycia ale już!!
Niespodziewanie w koncie między skrzyniami znaleźli leżącą ,kompletnie pijaną postać ubraną w ciemne ,orientalne szaty z wzorem kwiatów wiśni ,z pustą butelką sake wygrzebaną z jednej ze skrzyń w ładowni.. Dookoła leżało jeszcze kilka innych ,pustych już butelek..
- oh ,oh - rzekła postać leżąca w koncie popalając długa fajkę kiseru - hyk - czknęła - mam towarzystwo..
- no ,no - kogo my tu mamy? - zagadnął drugi z majtków ,chudy i długi ze szczurowata aparycją - nie dość ,ze gapowiczka to jeszcze złodziejka..
- i to całkiem pijana Markusie - zacieszył gruby - sasasasa..
- Co racja ,to racja Bakusie - błysk w jego oku był wymowny - po ciężkiej pracy przyda nam się odrobina przyjemności.. Dwaj panowie ruszyli w stronę bezwładnej gapowiczki ,zaczynając się do niej bezwstydnie dobierać..
- Co Panowie robią!! - niezgrabnymi ruchami postać zaczyna się wzbrabniać - ale.. zaraz ,zaraz .. PRZESTAŃCIE!!
- Yyyyy !! - zdziwił się Bakus wkładając bezwładnej gapowiczce rękę pod kimono - to.. to.. tto.. to ,to ,to ,to ,to.. - na czwroaka czmychnoł w drugi kont ładowni - co się stało? - zapytał zdziwiony Markus - to .. to.. tto to.. to jest mężczyzna !! - na twarzy obu malowało się zdziwienie i szok ,lecz po chwili zalała je fala gniewu i złości.. - to teraz pobawimy się inaczej plugawy złodziejaszku.. - rzekł wściekły Bakus chwytając za drewniana belkę lezącą koło niego - Ubijemy Drania!!
- nie póki ja tu jestem.. - rzekł głos z nikąd ,nagle spod szat pasażera na gapę buchneła łuna czerwonego światła i fala gorąca..
- khaaaaaa.. - stęknął orientalny przybysz - czy ja zawsze muszę wpadać w jakieś tarapaty.. eh.. - zamyślił się - Gdyby nie Ty ,mój mały przyjacielu - poklepał się po ramieniu - to było by ze mną krucho. No cóż ,mamy piękną noc ,trzeba by było uczcić nasze szczęśliwe przybycie tutaj.. poszukajmy jakiejś tawerny! - przybysz ruszył alejka prowadzącą w głąb miasta nucąc..
Idzie diabeł ścieżką krzywą
Pełen myśli złych
Nie pożyczył mu na piwo
Nie pożyczył nikt
Słońce smaży go od rana
Wiatr gorący dmucha
Diabeł się z pragnienia słania
W ten piekielny upał
Idzie anioł wśród zieleni
Dobrze mu się wiedzie
Pełno drobnych ma w kieszeni
I przyjaciół wszędzie
Piwa, nalejcie piwa
Dobrego piwa z tej starej beczki
Kiwa się głowa, kiwa
Od tego piwa z tej starej beczki
Nagle przystanęli obaj
Na drodze pod śliwką
Zobaczyli, że im browar
Wyszedł naprzeciwko
Nie ma szczęścia na tym świecie
Ni sprawiedliwości
Anioł pije piwo trzecie
Diabeł mu zazdrości
Piwa...
Mówi diabeł - postaw kufla
Bóg ci wynagrodzi
My, artyści, w taki upał
Żyć musimy w zgodzie
Na to anioł zatrzepotał
Skrzydeł pióropuszem
I powiada - dam ci dychę
W zamian za twą duszę
Piwa...
Musiał diabeł duszę wściekłą
Aniołowi sprzedać
I stworzyli sobie piekło
Z odrobiną nieba
Piwa...
Deszcz lał się strumieniami.. Jedyną osobę jaką można było spotkać na ulicach Stormside ,to nietutejszo - wyglądająca postać ,w czarnej orientalnej szacie we wzory kwiatów wiśni ,stukająca hebanowo - czarnymi sandałami na koturnie po brukowanej ulicy.. Osłaniającej się przed deszczem orientalnym parasolem z pod którego co jakis czas wygladała na wpół przezroczysta ludzka twarz..
Tuż za rogiem przybysza dopadł znajomy gwar ,gwar biesiady ,obijających się kufli i ten zapach.. Co sił w nogach udał się w tamta stronę.. Wszedł do tawerny pełnej tutejszych spracowanych mieszczan. Czuł na sobie miliony zdziwionych spojrzeń..
Tawerna była zadbana ,nie była to pierwsza lepsza speluna jakby się mogło wydawać.. Obszerne lobby i masywne schody prowadzące ku górze wskazywały na to iż można tu wynająć ,oprócz zaspokojenia potrzeb głodu i pragnienia ,pokój.. Mag czym prędzej podszedł do baru.
- Co dla panienki? - zagaił szynkarz - poproszę flaszkę najdroższego i najmocniejszego trunku jaki masz i najwygodniejszy pokój - odparł mag nie zwracając zbytniej uwagi na to ,że znów pomylono jego płeć ,z biegiem czasu nauczył się to wykorzystywać w umiejętny sposób.
- panienka chyba żartuje?! -odparł szynkarz pełen zdziwienia ,na co mag wykorzystując swoją urodę ,zamrugał uwodzicielsko żęsami ,wyjął mała sakiewkę ,potrząsnął nią ,na co ta wydała melodyjne brzęknięcie ,na które szynkarz zareagował błyskiem w oku - mwahahahahaha ,teraz rozmawiamy inaczej! - odwrócił się do tablicy na której wisiały klucze do pokoii ,lecz nie wziął żadnego wiszącego na niej, otworzył natomiast szufladą znajdującą się pod tablicą i wyjął z niej klucz - pokój na poddaszu Milejdi.. Marto!! Podaj mi butelkę Sake!! - krzyknąl szynkarz do swej żony ,która mordowała go wzrokiem - Tego z dzisiejszej dostawy - dodał cichszym tonem..
Mag zapłacił ,wziął flaszkę i udał się po schodach na górę odprowadzany wzrokiem podpitych mieszczan i szynkarza..
- Auć!! - krzyknął szynkarz uderzony wałkiem w głowę przez Martę - a to za co??
- Ty już dobrze wiesz ,za co!! -odparła i udała się do kuchni..
Drzwi do pokoju otworzyły się. Pokój faktycznie był z gatunku tych specjalnych.
Wielkie łoże zaścielone pościelą z drogiego materiału wyglądało na wygodne. pokój był umeblowany mahoniowym segmentem z rzeźbionymi ręcznie ozdobami. okna zaslonięte były ciężkimi ,drogocennymi kotarami. Na ścianach złocone kandelbary rozswietlały mrok..
Mag wyciągnął swoją fajkę ,nabił ja aromatyzowanym tytoniem ,otworzył flaszkę ,wziął głęboki łyk ,zaciagnął się dymem i rzucił na łózko..
- Uwielbiam fajki Kiseru - rozmyślał głośno - ich plusem jest to ,że można ja palić i leżeć , a popiół nie spada Ci na kimono.. Wziął kolejnego łyka i począł kolejną pieśń..
Nie myśl o tym, że pojutrze
Trzeba będzie wcześnie wstać
Dziś zaczęło się, a jutro
Jutro będzie jeszcze trwać
Dwa normalne dni włóczęgi
Od śpiewania stracisz głos
Jutro trochę spuchną pięty
Ale nic to, póki co
Do dna, pijmy do dna
Za spotkanie na drugi rok
Do dna, pijmy do dna
Za szaloną noc
Zaszedł krwawy słońca rubin
W zamian masz ogniska blask
Nie myśl, bracie, o swej lubej
Ona gdzieś została tam
Tylko tutaj jesteś sobą
Czujesz znów wolności smak
Nie jest ważny żaden kłopot
Więc śpiewajmy aż do dnia
- Do dna, pi.. - radosny śpiew przerwało mu pukanie do drzwi - Milejdi!! Milejdi!! Czy tam coś się pali?? Proszę otworzyć.. - mag wstał i uchylił lekko drzwi ,w których ujrzał wystraszonego szynkarza..
- ummmm .. - rzekł zakłopotany szynkarz ,spojrzawszy na fajkę w ręku przybysza - tu .. tu nie wolno palić.. - mag sięgnął po kolejna sakiewkę ,która zebrzęczała równie melodyjnie jak poprzednia - ale dla Milejdi zrobimy wyjątek - rzekł to po czym zniknął w mroku korytarza.. Mag wrócił do pokoju ,wziął kolejny głęboki łyk i zaległ ponownie na łożu..
- Gdyby nie ty Kanko - pogłaskał się tym razem po brzuchy - i tamte dwa pajace - nie mielibyśmy gdzie spać. Dobrze że mieli przy sobie jakieś pieniądze.. Niestety ,mam wrażenie ,ze w takim tempie szybko nam się skończą ,mój mały przyjacielu.. eh .. ale o tym pomyślimy jak wstaniemy.. A HAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!! - roześmiał się głośno po czym wziął kolejny łyk z butelki ,kontynuując swą pieśń..
Do dna, pijmy do dna
Za spotkanie na drugi rok
Do dna, pijmy do dna
Za szaloną noc
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz