Na trakcie panował mały ruch, nad ranem tylko kupcy jadący do Or'thear, w głębi lądu, wyruszali ze Stormside. Pomiędzy powozami powoli i nonszalancko szła zakapturzona postać. W ciemnościach można było pomyśleć, że to jakiś zagubiony mnich, lecz po bliższej obserwacji tunika zamieniała się w luźny płaszcz z kapturem a spod niego wystawały kawałki materiału w różnych odcieniach fioletu. Postać miała do połowy osłoniętą twarz, lecz można było poznać, że jest to na pewno postać kobieca. Ludzie podróżujący pieszo omijąli ją wiedzieni instynktem.
Do Stormside pozostało już tylko kilka mil, lecz kobieta przysiadła na kamieniu milowym i spod szat wyciągnęła bukłak z wodą. Obok niej sfrunął i przysiadł wielki kruk.
- Dlaczego się zatrzymałaś? W mieście jest mnóstwo karczm. - zagadnął.
- Jesteśmy jeszcze na wzniesieniu i chciałam się przyjrzeć morzu z daleka. - odparła aksamitnym głosem, spoglądając na morze okalające Stormside.
- Ah. No tak, Taer Yar nie miało terenów sprzyjających rybołówstwu. - odparł kruk drapiąc się pazurem po łebku.
- Taer Yar nie są sprzyjające dla nikogo, Martin. - kobieta spojrzała teraz w niebo. - Za jakieś trzy godziny wzejdzie słońce...
- Owszem.- przytaknął kruk.
- Chodźmy więc...- postać wstała.
- Maeve, zanim wejdziemy do miasta chciałbym byś mi powiedziała prawdę. - kruk zajął jej miejsce na kamieniu milowym.
- Jaką prawdę?
- Dlaczego tu przybyliśmy.
- Mówiłam Ci, że nigdy nie widziałam morza.- jakimś sposobem kruk rzucił jej urażone i niedowierzające spojrzenie. Maeve westchnęła i podparła ręce na biodrach.
- Pamiętasz tę robotę pod Krzyczącym Lasem? - zaczęła. - Gdy się kąpałam po egzorcyzmach Kryształ wpadł do wody, a potem do soli.
Pomiędzy dwójką zaległa cisza. Kruk opuścił głowę w geście załamania.
- Maeve, Kryształ nie opuszcza nigdy twojej szyi więc...- ale nie dała mu dokończyć.
- Właśnie! Nigdy nie spada, nigdy go nie ściągam a wtedy spadł dwa razy. Do wody i do soli. Woda i sól równa się morze, prawda? - mówiła żywo gestykulując. Kruk wydał westchnienie.
- Nie jestem Najwyższą Kapłanką, nie znam się, skoro tak uważasz... dla mnie to trochę głupie...- ostatnie słowa wypowiadał już do jej pleców, więc wzbił się w powietrze kierując się do miasta.
Ludzie, którzy mijali tą dziwną parę rozmawiającą na uboczu drogi poczuli, że lepiej będzie, jeśli bedą udawać, że nic nie widzieli, tym bardziej nie słyszeli.
Słońce było już nad widnokręgiem i odbijało się od fal, gdy Maeve wciąż kręciła się po mieście niezdecydowana. Na jej ramieniu przysiadł Martin.
- Czy możemy wreszcie zająć gdzieś pokój? Jestem okropnie śpiący. Mam nadzieję, że nie będziemy się kręcić aż Kryształ spadnie ci z szyi i potoczy się pod drzwi karczmy...
- Będziesz spał w gołębiarni, jeśli się nie zamkniesz... - wtedy Maeve przystanęła. Martin podążył wzrokiem za jej spojrzeniem.
- No taaaak...- znaleźli karczmę. Pod Czarnym Smokiem. Maeve ruszyła do drzwi.
- Moja droga, zanim udamy się w nieznane objęcia przeznaczenia, może powiesz mi czy jeszcze jakieś dziwne zdarzenia mają nastąpić? - kruk lekko wbił pazurki w jej ramię, gdy miała rękę już na klamce.
- Nie wiem. Prześladuje mnie zapach kwiatu wiśni... - i weszła do środka. A w nim panował półmrok. I brud. I smród. I gdzieniegdzie zapijaczone zwłoki marynarzy. Za barem stał łysawy karczmarz, który, jak wielu przed nim, patrzył się z głupkowatą miną i otwartymi ustami w postać Maeve i jej szmaragdowe oczy. Kobieta podeszła do baru omijając kałuże, miała nadzieję, piwa. Zdjęła kaptur i chustę.
- Czysty stolik oraz śniadanie w czystych naczyniach. - powiedziała władczym tonem wykonując dłonią w powietrzu koło. Karczmarzowi zajęło 2 minuty wyczyszczenie stołu w przytulnym rogu sali. Martin zeskoczył na stół a Maeve usiadła.
- Cholera...
- Tak..?
- Zapomniałam dodać, że krzesło też ma być czyste... - kruk zakrakał w swojej wersji śmiechu.
- Myślę, że Płaszcz się nie obrazi. - chichotał. - Akhem, i teraz co?
- Jak to co, zjemy śniadanie. - odparła wyciągając czarną tabakierę z wytłoczonym na niej smokiem. Zapaliła papierosa. - Od razu lepiej.
- A po śniadaniu? - ciągnął dalej kruk.
- Zobaczymy dopiero po śniadaniu.- odparła filozoficznie. - Czy tobie też się wydaje, że ktoś śpiewa...?
- Tak, również mnie to dziwi. Zazwyczaj pijackie piosenki mają wzięcie w ciemnościach i dymie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz