Promienie słoneczne przebijały się ukradkiem przez grubą kotarę zasłaniająca okno do pokoju na poddaszu.. Oświetlając brzoskwiniowe lica dalekowschodniego maga..
- umm.. - zamruczał ,dźgany czymś w nos po czym przewrócił się na drugi bok.. Coś skrzętnie wślizgnęło się pod jego szaty i zaczęło się energicznie wić wywołując łaskotanie u maga.. - MWAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHA!! OUĆ!! - po głośnym śmiechu wywołanym suptelnym smyraniem ,postać spadła z hukiem na podłogę.. - KANKOOOOOOO!! - krzyknął ,a coś zaszurało pod pościelą.. - ouć.. moojaa głoowaa .. - czarodziej chwycił se za głowę po czym spojżał na pustą butelkę leżąca na podłodze i zaczął zawodzić żałosnym tonem..
Wysączyłeś ostatni łyk
W pustej szklance świeci dno
W kieszeni masz tylko parę dziur
Twoi kumple odeszli już
Obcych twarzy kilka w krąg
Samotność przygniata Cię jak mur
Chciałbyś jeszcze łyk
Ale nie chce nikt
Zafundować kielicha Ci
Z wolna cichnie gwar
Zostaw już ten bar
Nagle urwał ,poklepał się po twarzy na ocucenie i gwałtownie wstał..
- KANKO!! - zerwał pościel z łóżka żwawym ruchem ,pod którą chował się psotny fajkowy lisek ,mag wyciągnął ku niemu dłoń ,na co lisek zerwał się z łóżka owinął w okół jego dłoni i zniknął w rękawie kimona.. - musimy znaleźć pieniążki ,maleńki - lisek wysunął się spod kołnierza ,cmoknął czarodzieja w brzoskwiniowe lico po czym czmychnął skąd się wychylił.. Postać zabrała ze stolika swoją fajkę ,opróżniła zawartość do pojemniczka ,który trzymała skryty w rękawie ,schowała swoje rzeczy pod szatą i podążyła korytarzem ku schodom prowadzącym w dół..
W porównaniu do wieczora ,o świcie w tawernie panował totalny raban.. na stolikach przysypiali pijani marynarze ,na ziemi leżały potłuczone kufle z rozlanym piwem ,najtańszym i najczęściej pijanym w tych rejonach trunkiem.. Czarodziej wyczuł znajomą woń ,woń tytoni dochodząca z głębi sali.. Spojrzał w tamtym kierunku i ujrzał kruczowłosa kobietę ,która najwyraźniej rozmawiała z kimś ,ale nikt jej nie towarzyszył ,prócz wyrośniętego kruka.. Postać podeszła do Szynkarza.
- witam milejdi.. ja ,jak minęła noc? - spytał właściciel tawerny wyraźnie lekko podirytowany.. - Co oferujesz na śniadanie Szynkarzu? - odparł mag wymijająco - szynkarz wypowiedział jakąś nazwę ,która nie była najwyraźniej znana przybyszowi ,na co odparła - a masz ryż? - łysy mężczyzna zdziwił się ,a jego zawsze czujna żona wychyliła się z okienka kuchennego rzucając szybkie spojrzenie po sali.. - Marto ,ryz raz poproszę! - na tą komendę z kuchni dobiegł dźwięk tłuczonego szkła..
Po chwili jednak Mag zasiadł ,z gotowym już ryżem przy w miarę czystym stoliku ,wyciągnął dwie zdobione pałeczki i począł jeść co wzbudziło małe poruszenie wśród rodziny szynkarza.. Lewą rękę miał ułożoną na stole blisko talerza ,by mały fajkowy lisek mógł nie zauważenie skubać ziarenka ryżu.. Dalekowschodni przybysz zachowywał czujność ,zaniepokojony towarzystwem tajemniczej kobiety..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz